Wtorek, 21.02.2017

&nbps;

Hej Kolenda, Kolenda!

09 kwietnia 2016 21:57

Miał być spacerek faworyzowanego Anwilu w Sopocie, a skończyło się sensacyjnym zwycięstwem Trefla 66:64.

Z piłką Michał Kolenda / fot. A. Podlewski, Newspix
Zarejestruj się w RIVALO i zgarnij bonus 200,- PLN !

Anwil przyjeżdżał do Trójmiasta w świetnym humorze, opromieniony zwycięstwem nad Stelmetem. Wg filmów na kanałach społecznościowych klubu forma na treningach była świetna, a walczący o uniknięcie ostatniego miejsca w tabeli Trefl miał być łatwym przeciwnikiem.

Gospodarze nie przestraszyli się jednak kombinowanej obrony podopiecznych Igora Milicica i od pierwszych minut zagrali skutecznie. Dobrze prezentował się Anthony Ireland (9 pkt w I kwarcie), trudne rzuty trafiał Josip Bilinovac, a pod koniec II kwarty dwa wolne z rzędu trafił nawet Marcin Stefański (33% w sezonie).

Anwil nie mógł powstrzymać Trefla w obronie, nie potrafił też odskoczyć w ataku. David Jelinek stracił gdzieś swoją moc, a skuteczność kolegów z treningów spadła. Do przerwy Trefl prowadził 35:33 i licznie zgromadzeni w Hali 100-lecia kibice Anwilu mogli zacząć odczuwać pierwsze objawy niepokoju.

Niespodziewanie sygnał do jeszcze większych emocji dał na początku trzeciej kwarty 19-letni Michał Kolenda. Pochodzący z Ełku skrzydłowy, który niedawno opowiadał na łamach klubowej strony o łączeniu treningów z przygotowaniami do matury, już w pierwszej kwarcie popisał się odważną akcją 2+1, a w trzeciej trafił dwie trójki z rzędu. Wszyscy w Sopocie wówczas uwierzyli, że naprawdę może dojść do sensacji.

Ta stała się faktem, mimo że w końcówce Trefl dał tradycyjnie rywalowi kilka okazji do wyrównania. Ireland decydujące akcje (kluczowa trójka, sprytne wymuszanie fauli) przeplatał błędami (¼ z linii rzutów wolnych). Anwil, który na chwilę zdołał nawet objąć prowadzenie, w ostatnich sekundach zdołał popełnić ich jeszcze więcej.

Najpierw – po ostatnim czasie dla Milicica na 1:47 do końca – prostą stratę przy wybiciu piłki z autu popełnił Danilo Andjusic. Później trzech włocławian nie zdołało zebrać piłki, która spadła praktycznie między nich. Podsumowaniem niech będzie jednak zbiórka w ataku najniższego na parkiecie Irelanda na 6 s przed końcem, po niecelnym rzucie wolnym Piotra Śmigielskiego.

Krytykowany nie raz podczas tego sezonu Trefl dziś grał z pełnym zaangażowaniem, jakby to on walczył o najlepsze miejsce w tabeli przed play-offami. Anwilowi po raz kolejny w meczu z teoretycznie słabszym przeciwnikiem tego zabrakło. Co ciekawe, sopocianie zazwyczaj dobrze radzą sobie w tych meczach we własnej hali, na które przyjeżdża spora grupa kibiców gości (Kutno, Starogard Gdański, Włocławek). Może jakieś specjalne zniżki dla klubów kibica gości, skoro w Sopocie już mało kto chce przychodzić na mecze?

O ile dla Trefla dzisiejsze zwycięstwo tylko osłodziło nieudany sezon, to w Anwilu mogą mieć większy problem. I nawet jeśli brak koncentracji czy nieodpowiednie podejście do meczu nie będą miały prawa pojawić się w play-offach, gdzie przeciwnicy z zasady będą z wyższej półki (o ile PLK ma jakieś półki), to Igor Milicic już drugi raz w niedługim czasie musiał zafundować zawodnikom w szatni długą i nienależącą do spokojnych rozmowę.

Dla dobra włocławskiej koszykówki, oby zimny prysznic nie okazał się być większą awarią w świetnie do tej pory funkcjonującej w tym sezonie drużynie.

Michał Świderski, Sopot

Zarejestruj się w RIVALO i zgarnij bonus 200,- PLN !

 

 
&nbps;
Partnerzy: Zakłady Sportowe