Czwartek, 23.03.2017

&nbps;

PLK: Poniedziałek vs wtorek

15 grudnia 2015 16:27

Dintojra we Wrocławiu, Galácticos ściągają tłumy, a Paweł Leończyk ma tę moc.

Łukasz Wiśniewski / fot. P. Jędzura, Newspix
Zarejestruj się w RIVALO i zgarnij bonus 200,- PLN !

Turów Zgorzelec – Polfarmex Kutno 68:70

Już po tej porażce kibice ze Zgorzelca zwiesili głowy. Nie mieli biedacy świadomości, że to nie ostatni cios wymierzony w nich w poprzednim  tygodniu. Kolejne przegrane zacięte końcówki meczów idą zwykle na konto trenera, ale Piotr Ignatowicz siedzi na płonącym krześle nie tylko z tego powodu.

Polski Cukier Toruń – Trefl Sopot 82:69

Trefl jechał do Torunia z niezwykłą serią dwóch zwycięstw z rzędu. Choć na boisku potwierdziło się, że Cukier ma po prostu lepszych koszykarzy, była to chyba pierwsza porażka sopocian, której stylu nie muszą się wstydzić.

Jako, że Trefl to klub od zawsze otwarty na młode polskie talenty (brak zainteresowania Asseco będzie dodatkowym atutem) tym razem szansę otrzymał Rafał Stefanik. Efekt w postaci 10 punktów w 16 minut robi wrażenie – czyżby sztab trenera Jacka Winnickiego nie miał kol. Stefanika w swoim raporcie skautingowym?

Śląsk Wrocław – MKS Dąbrowa Górnicza 71:89

Najbardziej telewizyjna ekipa tej ligi we własnej hali zafundowała kibicom efektowne 0-6. Patrząc na grę Śląska trudno uwierzyć, że potrafił wygrać aż 2 razy na wyjazdach – pozdrawiamy zwłaszcza Radom.

Już nie tylko w niebieskich tramwajach nad Odrą zahuczało. Nieprzydatność amerykańskich najemników spostrzegły w końcu nawet osoby, które niedawno same ich zatrudniały – postanowiono przeprowadzić dintojrę wdrożyć zwolnienia grupowe. Żal zwłaszcza Maurice’a Suttona, który talentami kabaretowymi potrafił przyćmić nawet samego Mateusza Jarmakowicza. Kto teraz będzie w tej drużynie prosił o przerwy na żądanie?

W związku z debiutem Drażena Anzulovicia w charakterze przełożonego Wojciecha Wieczorka, wypadałoby tu umieścić jakiś banał o syndromie nowej miotły, ale to chyba bez sensu. Zerknijcie, z kim oni grali.

Anwil Włocławek – Siarka Tarnobrzeg 86:81

Największe koszykarskie marki zawsze przyciągną kibiców. Nie inaczej było we Włocławku, do którego zajechali tarnobrzescy Galácticos. Komplet na trybunach i brak biletów w kasach nie zdziwiły w takiej sytuacji nikogo.

Siarce wcale tak wiele nie zabrakło, aby dogonić i przegonić Anwil. Wystarczyłoby, aby mecz trwał 5 kwart. Pod nieobecność Roberta Tomaszka, całkiem wartościowego koszykarza odkrył w sobie Kervin Bristol, a David Jelinek i Chamberlain Oguchi postanowili sprawdzić, na jak wiele cegieł z dystansu jest w stanie pozwolić trener Milicić.

Na wiele. Dwaj gwiazdorzy Anwilu skończyli z bilansem 3/16 zza łuku.

Stal Kalisz OSTRÓW WIELKOPOLSKI – Polpharma Starogard Gd. 75:67

W czasach, gdy w kilkudziesięciozespołowej PLK gra już kilkuset Polaków, wielu debiutantom trudno przebić się nawet do niszowych mediów. Tym, którzy jednak próbują, nie polecamy metody Piotra Renkiela. Dzielny zawodnik Polpharmy w ciągu okrągłych 47 sekund na parkiecie zdołał zaliczyć faul niesportowy (1+1+3) i dać się zablokować, dzięki czemu w pojedynkę zapewnił Stali możliwość zredukowania strat przed przerwą. W szatni raczej nie przyjmował gratulacji, więc niech osłodą mu będzie obecność w naszej regularnej rubryce.

Czy chcecie się założyć, że za rok Mindaugas Budzinauskas nie będzie już trenerem Polpharmy? Nie? Wy też nie?

Start Lublin – Stelmet Zielona Góra 82:78

Bez ironii – autentyczny entuzjazm to coś w sporcie pięknego, wręcz bezcennego. Ekipa Startu Lublin cieszyła się po sensacyjnej wygranej, jakby wywalczyła przynajmniej olimpijskie złoto, a ogranie Saso Filipowskiego przez pracownika wodociągów przejdzie zapewne do ligowej legendy. Dla samych tych obrazków fajnie się złożyło. I nawet jeśli w nagrodę za historyczny sukces trener Sikora został wycofany na z góry upatrzone pozycje, a jego miejsce zajął Dusan Radovic.

Mistrz Polski został w końcu ukarany za dość niedbałe podejście do ligowych obowiązków. To nie był dobry weekend dla Stelmetu. Najpierw okrutne lanie od Panathinaikosu w „meczu o wszystko”, a potem wstyd w pojedynku z biednym jak mysz kościelna Startem. Dobrze, że chociaż pensje w Zielonej Górze płacone są na czas. I ważni koszykarze wcale nie próbują z klubu uciekać.

Turów Zgorzelec – King Wilki Morskie Szczecin 84:86

- Trenerze, czuję moc, rozsuńcie się na boki, a ja rzucę Dylowi przez ręce!
- Świetny plan! To ja coś tu w trakcie czasu porysuję dla tablicy dla niepoznaki, a potem to zagramy.

Kunszt Marka Łukomskiego przeważył nad Piotrem Ignatowiczem; gospodarze spartolili kolejną końcówkę; Paweł Leończyk nie pierwszy raz w ostatnich kolejkach potwierdził, że bywa wart takich pieniędzy; Wilki pukają już do pierwszej dziesiątki w tabeli, a Turów jest w niej niżej niż Siarka.

Rosa Radom – Energa Czarni Słupsk 79:60

Zespoły ze ścisłej czołówki tabeli, rachunki za play-off do wyrównania, intrygujący pojedynek liderów drużyn na pozycji rozgrywającego i tylko… mecz nudny jak flaki z olejem.

Komentatorzy tak często powtarzali informację o wąskim składzie Czarnych (brakowało Harpera i Śniega), że można było odnieść wrażenie, iż goście grają we trzech. My zaś po wydarzeniach z Radomia jesteśmy ciekawi, czy w klubie ze Słupska przeprowadzony zostanie proces myślowy, który doprowadzi do odkrywczego spostrzeżenia, że ciągłe gadanie z sędziami (zawodników i trenerów) marnie wpływa na wyniki.

Asseco Gdynia – AZS Koszalin 71:63

W Gdyni dla odmiany poziom taki sobie, ale mecz oglądało się bardzo  przyjemnie. Nie tylko ze względu na pyzy. AZS na ten mecz przygotował taktykę „na wczesnego Trefla”, czyli „wystawmy na boisku 5 zawodników i niech pod żadnym pozorem nie przypominają drużyny”.

Patrick Auda w ataku podjął więcej bezsensownych decyzji, niż podczas dotychczasowej kariery na polskich parkietach. Gdyby nie świetny dzień w ataku Ra’Shada Jamesa, koszalinianie mogliby mecz skończyć również wynikiem „na wczesnego Trefla”, czyli w okolicach 40 punktów.

Asseco zawstydza trzy czwarte koszykarskiej Polski potwierdzeniem tezy, że jeśli się chce, to można robić tanią, solidną drużynę w oparciu o Polaków, a nie coroczne zakupy w Tesco. Tylko (uwaga do techników Polsatu) w takiej sytuacji mikrofony trzeba stawiać dalej od parkietu, bo zapewne już niewielu kibiców pamięta klimat i język jednostek wojskowych.

Wytrawni bywalcy hali w Gdyni nie doczekali się, mimo okresu świątecznego, rozpakowania tajemniczego podarunku od wujka Tomasa - Anton Kobylinskij wciąż czeka na swoje sekundy. Nikt wprawdzie nie wie, do czego jest on w tej fajnie funkcjonującej drużynie potrzebny, ale – jak to w „Misiu” mówiono – skoro nikt nie wie, to nie trzeba się obawiać, że ktoś zapyta.

Tomasz Sobiech, Michał Świderski

Tydzień zaczyna się w środę - zobacz poprzedni odcinek cyklu >>

 

 
&nbps;
Partnerzy: Zakłady Sportowe