Czwartek, 23.03.2017

&nbps;

PLK: Od Władywostoku do Radomia

31 stycznia 2016 17:22

Podróże i zwiedzanie to obok koszykówki największa pasja Toreya Thomasa. Amerykański rozgrywający Rosy opowiada o swoich wyjazdach i ulubionych miejscach na świecie.

Kair / arch. prywatne Toreya Thomasa
Zarejestruj się w RIVALO i zgarnij bonus 200,- PLN !

Ile państw udało ci się już odwiedzić?

Nie prowadzę jakichś oficjalnych statystyk (śmiech). Mam jednak na koncie już ponad 30 krajów. Moim marzeniem jest odwiedzić każdy kraj w Europie i każdy stan w Ameryce Północnej. Chciałbym zobaczyć świat, a koszykówka umożliwia mi to. Krok po kroku, wycieczka po wycieczce, realizuję się w mojej podróżniczej pasji.

Życie profesjonalnego sportowca to w dużej mierze podróże, dlatego koszykarze rzadko kiedy mają energię i siłę, by wolny czas wykorzystywać na wycieczki czy zwiedzanie. Ty to robisz, ba, nawet próbujesz zarazić kolegów z drużyny...

Fakt, z innymi Amerykanami z Rosy byliśmy w święta Bożego Narodzenia w Atenach. Chłopakom ten wyjazd bardzo się podobał, choć na początku wcale nie byli do niego przekonani, obawiając się właśnie zmęczenia.

Dla mnie zmęczenie to głównie stan umysłu, dlatego staram się o tym nie myśleć. Jeśli mam dzień wolny i mogę go spożytkować na zrobienie czegoś ciekawego, czy zobaczenie nowego miejsca to właśnie tak robię.

Ja byłem w Atenach już wielokrotnie, grałem przecież w Grecji, ale koledzy zobaczyli Ateny po raz pierwszy. Obrazki, które znali ze szkoły były na wyciągnięcie ręki i to zrobiło na nich wielkie wrażenie. Poza tym wspólny wyjazd buduje chemię między nami zawodnikami i to potem procentuje na parkiecie.

Wiadomo, zawsze możemy wyskoczyć razem na obiad, ale to co zbliża ludzi, to dzielenie się z nimi swoim światem i pasjami. Ja jestem takim typem człowieka i łączę to potem z zachowaniem na parkiecie.

Kiedy decydujesz się na wyjazd niezwiązany z koszykówką, to na co się najbardziej nastawiasz? Kuchnia, przyroda, muzea, a może życie nocne?

Najciekawsza jest dla mnie historia i kultura danego miejsca. Lubię odwiedzać miasta i kraje, które znam ze szkoły i których kultura fascynowała mnie jako małego chłopca. Do każdej wycieczki staram się też przygotować i coś doczytać, aby wiedzieć, co mnie tam czeka.

Wróćmy do podróży koszykarskich. Po sezonie w Turowie grałeś aż we Władywostoku. To koniec Syberii, a może i koniec świata. Czy w dalekiej Rosji doznałeś szoku kulturowego? Co zapamiętałeś z tej „syberiady”, poza rekordowo długimi podróżami?

Władywostok to była prawdziwa Rosja! Podróż samolotem na mecze do Moskwy zajmowała 9 godzin. 9-godzinny lot na mecz ligowy!

Ten sezon był momentami surrealistyczny. Z jednej strony bardzo, bardzo biedni ludzie, a z drugiej oligarchowie, którzy zarządzają wszystkim - czerpią dochody z surowców i mają naprawdę wielkie pieniądze. Do tego dochodzą szalone wahania temperatur i tyle odmiennych kultur w obrębie jednego kraju.

Z Władywostoku nie było daleko do Chin, więc dzięki temu zobaczyłem Wielki Mur. Wybrałem się też na wycieczkę do Korei. Jadłem czarny i czerwony kawior, a przy tym grałem w koszykówkę w bardzo silnej lidze.

Wenezuela to z kolej kompletnie inny świat. Czy sprzyjał Ci taki gorący klimat? Też robiłeś wycieczki krajoznawcze?

Koszykarsko to była to jedna wielka fiesta. Kibice przychodzili na mecze i urządzali imprezę. My graliśmy, a oni jedli, tańczyli… Pogoda faktycznie sprzyjała wycieczkom, były więc częste wypady na piękne plaże. Grałem w dużym mieście Barquisimento, ale odwiedziłem też stolicę, czyli Caracas. Ludzie byli niesamowicie otwarci. Do tego to jedzenie...

Świat zawodowej koszykówki to czasem także podróże zakończone fiaskiem. Tak było w przypadku twojego kontraktu w Turcji...

Turcja to było dla mnie trudne doświadczenie. Kontrakt podpisałem wczesnym latem - to mocna liga i duże pieniądze. Tylko, że po dwóch kolejkach najpierw z pracy zrezygnował trener, a potem klub pożegnał się ze mną. Byłem podekscytowany grą w Turcji również z uwagi na jej bogatą historię. Przecież Stambuł to kolebka cywilizacji, gdzie przez wieki stykały się kultury.

Doświadczenie, jakie zdobyłem w Turcji nauczyło mnie, że sama koszykówka to tylko część biznesu. Trzeba szybko odnajdywać się w nowych sytuacjach, wyrabiać nowe nawyki i przyzwyczajenia. Kraj to ludzie i warto starać się ich dobrze poznać, żeby móc zrozumieć, jakie mają prawdziwe intencje.

Do polskiej ligi wróciłeś po 5 latach. Zgorzelec był przystankiem po sezonie w bardzo liberalnej Holandii. Jak wspominasz tamtą zmianę?

W Holandii wszyscy biegle mówili po angielsku. Grałem niedaleko Amsterdamu, więc często odwiedzałem stolicę, gdzie ludzi nic nie dziw i są otwarci w zasadzie na wszystko. I nagle znalazłem się w Zgorzelcu. To był szok.

Bo co tu robić poza trenowaniem? Pięć lat temu nie było jeszcze tylu aplikacji, social media to była całkowita nowość. Wówczas ruszyłem z moją platformą – GoTorey.com. i dość szybko nauczyłem się życia w tym miasteczku. Mieli w tym swój udział mieszkańcy Zgorzelca, którzy wręcz pokochali moją grę. Graliśmy wtedy jak natchnieni, to był świetny sezon. Złoto przegraliśmy z euroligowym Prokomem, ale w finale wywalczyliśmy siedem spotkań.

Platforma GoTorey.com się rozrasta, a jedną z jej części jest GO TOREY TRAVEL CARE. Czy to pomysł na biznes po koszykówce?

Tak, choć wszystko dopiero się rozwija. Sprzedajemy pakiety urlopowe, a także doradzamy wycieczkach. Razem z GO TOREY TRAVEL CARE można się wybrać w cztero- i pięciodniowe rejsy, tygodniowe wycieczki do wybranych krajów, a także wypady na weekend. Nasze wyjazdy cieszą się coraz większą popularnością, co bardzo mnie cieszy.

Pochodzisz ze stanu Nowy Jork, który oczywiście kojarzony jest głównie z miastem Nowy Jork. Co specjalnego byś polecił polskim kibicom, którzy lubią podróże i chcą zwiedzić to słynne miejsce w sposób niesztampowy?

„Miasto nigdy nie śpi” i w każdym jego zakamarku kryją się pokusy i przyjemności. Jednak jeśli miałbym dodać coś specjalnego od siebie, to na pewno choć na chwilę zrezygnowałbym z Wielkiego Jabłka i udał się za miasto.

W stanie jest wiele gór, różne akweny wodne, nad którymi nowojorczycy podziwiają np. zapierające dech w piersiach wschody słońca. Taką wycieczkę bym polecił, bo zwiedzając miasto naprawdę można się zmęczyć. Ono potrafi przytłoczyć swoim ogromem i tempem.

Jakie jest twoje ulubione miasto? Nie można wskazać Radomia…

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej - to jedno. Ale jeśli miałbym wybrać miasto, które wywarło na mnie największe wrażenie, to chyba byłby to Kair. Piramidy i historia Egiptu, o której każdy z nas się uczył – to nie przestaje zachwycać. Poza tym szokiem było dla mnie zestawienie tej starożytnej historii ze współczesnym arabskim miastem, zamieszkanym przez miliony ludzi.

Miastem, do którego także bardzo chciałbym wrócić jest Belgrad. Między innymi ze względu na atmosferę, jaką tworzą tam kibice koszykówki.

Miejsce, w którym jeszcze nie byłem, a bardzo chciałbym zwiedzić to...

Australia!

I tego też życzymy! Zaraz po udanym sezonie w barwach Rosy.

Aleksandra Golec

Zarejestruj się w RIVALO i zgarnij bonus 200,- PLN !

 

 
&nbps;
Partnerzy: Zakłady Sportowe