Czwartek, 23.03.2017

&nbps;

NBA: Majątek za samą obronę?

26 maja 2015 14:26

DeAndre Jordan ma za sobą świetny sezon, a przed sobą bajeczne oferty kontraktowe. Czy warto mu dawać maksymalną umowę?

DeAndre Jordan / fot. Newspix
Zarejestruj się w RIVALO i zgarnij bonus 200,- PLN !

Emocje po odpadnięciu z play-off powoli opadają w Los Angeles Clippers i nadszedł czas rozliczeń i decyzji w trakcie wakacji. Zdecydowanie najważniejszą do podjęcia jest decyzja o tym czy i za jakie pieniądze zatrzymać w klubie DeAndre Jordana, najważniejszego wolnego agenta zespołu.

Doc Rivers, który jest nie tylko trenerem, ale też generalnym managerem klubu podejmie tą decyzję, ale już na dzień dobry stracił pozycję w negocjacjach stwierdzając w rozmowie z Arashem Markazim z ESPN, że zaoferuje swojemu zawodnikowi maksymalny kontrakt.

To oznacza, że oferta jaką Jordan otrzyma powinna mu zagwarantować 109 milionów płatne w 5 lat, o ile zdecyduje się zostać w Clippers. Gdyby chciał odejść do innego zespołu, to nowy pracodawca może mu maksymalnie zaoferować 81 milionów płatne w 4 lata. Różnica w płatnościach za 1 rok średnio wynosi 1,5 miliona więcej gdyby został w Los Angeles. Pod względem pieniędzy zatem zdecydowanie bardziej mu się opłaca pozostanie w Mieście Aniołów.

Czy jednak warto płacić temu zawodnikowi aż takie pieniądze?

Argumenty na tak:

Atletyzm - DeAndre Jordan ewidentnie zalicza się do grona zawodników z ekstraklasy atletyzmu w NBA. Pod względem fizycznym jest w ścisłej czołówce ligi, co udowadnia choćby zdobywaniem ogromnych ilości łatwych punktów. Wystarczy bowiem rzucić w jego kierunku piłkę, tak mniej więcej 2 metry od obręczy, a jest bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że Jordan złapie tą piłkę i skończy akcję dwoma punktami.

Tak wysportowanych graczy w NBA nie ma wielu. Pod tym względem najprawdopodobniej obecnie wśród środkowych nie ma sobie równych. Dwight Howard już nie emanuje aż tak swoimi możliwościami fizycznymi ze względu na kontuzje. A z pozostałych graczy podkoszowych w NBA ma tym poziomie mogą grać tylko Anthony Davis i być może za rok, albo za dwa Nerlens Noel z Philadelphia 76ers. To już pokazuje w jak bardzo elitarnym gronie wymieniany jest Jordan.

Obrona obręczy - w ślad za atletyzmem w ataku idzie atletyzm w obronie. Jordan drugi rok z rzędu został liderem NBA w średniej zbiórek, notując ich średnio 15,0 na mecz. Był też ponownie w czołówce najlepiej blokujących, zajmując czwarte miejsce ze średnią 2,2 bloku na mecz. W rankingu najlepiej broniących własnej obręczy nie jest graczem wybitnym, ale pozwala przeciwnikom na trafianie 48,5% rzutów spod obręczy, w czym poprawił się o ponad 1 punkt procentowy w porównaniu z poprzednim sezonem.

To wszystko złożyło się na to, że w ogłoszonych 21 maja najlepszych piątkach obrońców znalazł się w pierwszym składzie. To dla niego niebagatelne wyróżnienie, bo zostawił w pokonanym polu na swojej pozycji choćby Andrew Boguta, Rudy’ego Goberta z Utah Jazz czy Marca Gasola. Takie namacalne docenienie go tylko podbija dodatkowo jego wartość na rynku.

Potencjał do rozwoju - pomimo już 7 lat gry w NBA Jordan wciąż ma przed sobą dużo pola na poprawę. W lipcu skończy dopiero 27 lat, a swoją grę opiera tylko na rzucaniu spod samego kosza i na dobitkach. Jakikolwiek postęp w ataku będzie sprawiał, że będzie jeszcze lepszym graczem. Gdyby np. rozwinął chociażby rzut z 4 metrów od kosza, byłby o niebo trudniejszym zawodnikiem do zatrzymania. Gdy bowiem dostaje tam piłkę, z automatu jest odpuszczany przez obronę. Kilka sezonów temu w tym aspekcie gry poprawił się Dwight Howard, a skoro on potrafił nauczyć się rzutu o tablicę, to czemu nie Jordan.

Argumenty na nie:

Brak rzutu - potencjał do poprawy rzutu jest jednocześnie największą piętą achillesową Jordana. Nie ma on bowiem żadnych umiejętności rzutowych na dzisiaj. Z 534 rzutów oddanych w sezonie zasadniczym tylko 5 było oddanych spoza pola trzech sekund. A z tych pięciu aż 4 były rzutami za 3 punkty oddawanymi z konieczności w ostatnich sekundach akcji. Czyli tylko jeden raz w całych rozgrywkach oddal jeden rzut spoza pola trzech sekund, co bardzo ułatwia obronę przeciwko niemu.

Druga sprawa to rzuty osobiste. W całej karierze jego średnia to 41,7% z linii. Ostatni sezon to spadek w tej kwestii do poziomu 39,7%. W play-off był nieco lepszy, bo trafiał 42,7% prób, ale to wystarczyło do tego, żeby rywale stosowali na nim taktykę umyślnego faulowania i wysyłania na linię osobistych. To z kolei prowadziło do rzekomego konfliktu z najważniejszym człowiekiem w Clippers – z Chrisem Paulem.

Według informacji serwisu Fox Sports, Paul miał przez cały sezon narzekać na Jordana, że ten nie pracuje nad swoimi rzutami osobistymi, przez co nie pomaga w grze Clippers. Ponoć ten konflikt zaszedł DeAndre tak bardzo za skórę, że ten z powodu scysji z Paulem jest gotów do wyprowadzki do innego zespołu tylko po to, żeby z nim nie grać.

Gorąca głowa -  DeAndre Jordana nie można też nazwać zawodnikiem o wysokim koszykarskim IQ. Zdarzają mu się wpadki na poziomie króla Shaqtin a Fool – JaVale’a McGee. W tym sezonie co najmniej dwukrotnie zawiódł w końcówkach spotkań, raz nie robiąc nic w decydującej akcji, a raz spiesząc się ze swoją interwencją.

4 marca w spotkaniu z Portland Trail Blazers Chris Paul spudłował rzut na półtorej sekundy do końca, który zebrał Jordan i miał szansę na zmianę wyniku z 87:87. Zamiast jednak wyjść w górę i skończyć akcję punktami, trzymał piłkę w rękach i patrzył się na obręcz. Wideo z tej akcji zostało hitem internetu, podobnie jak skaczący Paul, próbujący wymusić na Jordanie oddanie rzutu do kosza. Na nieszczęście dla Clippers spotkanie po dodatkowych 5 minutach gry zakończyło się ich porażką.

Kolejny przypadek złych decyzji w końcówkach spotkań miał miejsce w pierwszej rundzie play-off przeciwko San Antonio Spurs. W meczu numer 2 Clippers próbowali odrobić jednopunktową stratę. Blake Griffin oddał rzut do kosza, po którym piłka odbijała się od obręczy. Nie wiadomo było i do dzisiaj nie można stwierdzić czy wypadłaby z kosza, ale równie dobrze mogła się ta akcja skończyć jego punktami. Jordan był na tyle niecierpliwy, że spróbował ją dobić. Zrobił to za wcześnie, sędziowali odgwizdali błąd, a w efekcie tego zagrania Spurs wygrali mecz numer 2.

Sam DeAndre skomentował to bardzo krótko i dosadnie: To było kretyńskie zagranie. Nie możecie winić nikogo poza mną.

Jednowymiarowość - największy problem Jordana. Jest wybitnym specjalistą w tym co robi, ale jest to bardzo wąska specjalizacja. Gdy gra w ataku, bardzo często Clippers grają 4 na 5. Gdy tylko wychodzi od kosza, obrońca może sobie odpuścić krycie go. To plus bardzo słaba skuteczność na linii rzutów osobistych powoduje, że jest bardzo łatwym celem w obronie.

Zawodnik, który w ataku nie potrafi zrobić nic poza dobitką lub skończeniem akcji wsadem po podaniu od któregoś z partnerów z drużyny, a przy tym trafia osobiste na poziomie 40% nie zasługuje na tak wysoki kontrakt. A jeśli taki dostanie, to powinien w nim istnieć zapis, że jeśli co roku będzie poprawiał o np. 5 punktów procentowych swoją skuteczność, wtedy może dostawać maksymalne pieniądze. Ale tak niestety nie będzie.

Chociaż Jordanowi taki kontrakt się nie należy to go otrzyma.

Piotr Zarychta, twitter

Zarejestruj się w MAYPLAY i zgarnij bonus 200,- PLN !

 

 
&nbps;
Partnerzy: Zakłady Sportowe