Wtorek, 21.02.2017

&nbps;

NBA: Kristaps znad Bałtyku

18 listopada 2015 11:32

Brat straszył go Kasparsem Kambalą, a kibice Knicks nie chcieli widzieć w klubie. Dziś fetują Porzingisa jak gwiazdę.

Kristaps Porzingis / fot. Newspix
Zarejestruj się w RIVALO i zgarnij bonus 200,- PLN !

- Buczą, bo chyba mnie nie znają. To ode mnie zależy, by zaczęli mi kibicować - mówił o negatywnej reakcji kibiców New York Knicks kilka godzin po drafcie. We wtorek Kristaps Porzingis rzucił 29 punktów Charlotte Hornets, a grą, która łączyła akcje Hakeema Olajuwona, Dirka Nowitzkiego i Pau Gasola sprawił, że fani w Madison Square Garden skandowali jego imię.

Trafił 10 z 17 rzutów z gry, w tym obie trójki, wykorzystał wszystkie siedem rzutów wolnych. Do tego dodał 11 zbiórek i blok. Z dorobkiem 29 punktów był najlepszym strzelcem Knicks, który pokonali Hornets 102:94 i mają bilans 6-6. - Rozegrać jeden taki mecz, to ta łatwiejsza część. Ta cięższa, to utrzymać ten poziom przez dłuższy czas - zauważył po meczu ledwie 20-letni, ale dojrzały już Porzingis, który zdobywa średnio po 12,8 punktu oraz 8,6 zbiórki na mecz.

Dojrzale wyglądały też jego akcje z Hornets, zobaczcie szczególnie tę z połowy pierwszej kwarty, która zaczyna się w 30. sekundzie tego klipu:

W Nowym Jorku do euforii daleko, ale humory są zdecydowanie lepsze niż rok temu. W poprzednim sezonie na szóste zwycięstwo musieli czekać do 19 stycznia. Prosta zależność - jest Porzingis, Knicks wygrywają, jest zbyt prosta, choć niezła gra wielkiego Łotysza niewątpliwie im pomaga. Pięć miesięcy po drafcie, którego symbolem, jeśli chodzi o Knicks, był chłopiec łapiący się po wyborze Porzingisa za głowę, okazujący załamanie, pokazujący kciuki w dół, rośnie nadzieja na to, że Łotyszowi może być bliżej do Dirka Nowitzkiego czy Pau Gasola niż Darko Milicicia i Nikoloza Ckitiszwilego

Tym bardziej, że mecz z Hornets nie był pierwszym przebłyskiem Porzingisa. W poprzednich 11 meczach zdarzały mu się już potężne dobitki wsadami, a w meczu w Charlotte - zwycięski rzut w ostatniej sekundzie. No, może nie do końca, bo po analizie sędziowie uznali jednak, że rzut został oddany minimalnie po czasie, Knicks spotkanie z Hornets jednak przegrali. Ale Porzingis trafił.

***
Porzingis to trzeci Łotysz w NBA. Pierwszym był zapomniany już wychowanek VEF Ryga, rzucający Gundars Vetra, który w sezonie 1992/93 rozegrał 13 spotkań w Minnesota Timberwolves. Drugim został środkowy Andris Biedrins, który przez 10 sezonów, głównie w Golden State Warriors, rozegrał w NBA ponad 500 spotkań. Dwóch graczy w dużym odstępie czasu - trudno powiedzieć, by Łotwa wypracowała ścieżkę rozwoju kandydatów do NBA.

Na marginesie - już widać, że Kristaps Porzingis jest największą gwiazdą z tej trójki. Łotewscy raperzy z grupy Transleiteris już w lipcu nagrali o nim kawałek:

Porzingisa kształciła rodzina. Ojciec Talis grał w koszykówkę w byłym ZSRR, zanim został kierowcą autobusu. Mama Ingrida występowała jako środkowa, m.in. w młodzieżowej reprezentacji Łotwy. W koszykówkę grali też starsi bracia Kristapsa - 33-letni obecnie Janis występował w wielu europejskich ligach, m.in. we Włoszech, na Litwie, w Austrii, w drugiej lidze hiszpańskiej. Karierę zakończył w 2015 roku, został agentem najmłodszego brata.

Porzingis wychowywał się w Lipawie. Z domu miał 10 minut do bałtyckiej plaży, a pod samym domem - boisko z koszem, które przygotował ojciec. Grał razem z nimi - mecze dwóch na dwóch odbywały się zwykle w składach Janis i Kristaps przeciwko Talisowi i Martinsowi, średniemu z braci. I to właśnie on, Martins, grając przeciwko Kristapsowi, naśladował mimikę i zachowania Kasparsa Kambali, potężnego i groźnego łotewskiego środkowego, który próbował swych sił jako bokser. - Nieźle go obijaliśmy, Kristaps wciąż to pamięta! - mówił w rozmowie z „New York Daily News” Martins.

W lokalnym klubie z Lipawy najmłodszy Porzingis zaczął grać jako sześciolatek. I choć szybko wyrósł ponad rówieśników, to trener ustawiał go jako rozgrywającego, co pozwalało Kristapsowi poprawiać technikę. Młody sporo także pływał, by rozwijać mięśnie i ciało, próbował także surfować. Teraz mówi, że te sporty miały pozytywny wpływ na jego koordynację ruchową. Kristaps rósł, ale zachował niezłą pracę rąk i nóg.
***

Z roku na rok Porzingis był lepszy, rodzice uznali, że potrzebuje lepszych bodźców, trudniejszych rywali. Zaczęli rozglądać się za opcjami wyjazdu - była możliwość przeniesienia się do Rygi, stolicy Łotwy, do Włoch (tam przez kilka lat grał Janis) lub do Hiszpanii. Wybrali tę ostatnią, teoretycznie najtrudniejszą, ale też dającą największe szanse rozwoju. W 2010 roku Porzingis podpisał wieloletni kontrakt z Cajasol Sewilla.

Początki miał trudne. Raz, że, jak podaje Wikipedia, stwierdzono u niego anemię. Dwa, że musiał uczyć się języka. A trzy, że zagraniczne wyjazdy bywają dla nastolatków niełatwe. W seniorskim zespole z Sewilli Porzingis zadebiutował w sezonie 2012/13, gdy trenerem został Aito Garcia Reneses, który dekadę wcześniej był jednym z tych, którzy rozwijali w Barcelonie młodego i wiotkiego Pau Gasola. Łotysz robił postępy powolne, ale regularne. No i rósł - w tej chwili mierzy 221 cm wzrostu.

W naturalny sposób zaczęli interesować się nim skauci z NBA. Zgłoszenie do draftu w 2014 roku Porzingis ostatecznie wycofał, w tym roku był gotowy. W Europucharze zdobył 19 punktów przeciwko Turowowi, ale nie tylko dlatego zbierał coraz lepsze opinie. W zimie zachwycił się nim skaut Knicks, do Hiszpanii wybrał się menedżer klubu Steve Mills. - Jeśli ktoś, kto ma wielkie doświadczenie w lidze, mówi mi, że mamy szansę na życiową decyzję, to muszę brać pod uwagę - tłumaczył potem wybór Łotysza Phil Jackson.

- W Kristapsie jest wiele podobieństw do Pau Gasola - dodawał szef Knicks. - Budowa ich ciała, poziom aktywności na boisku, sposób biegania... Ale ten młody człowiek ma większy zasięg rzutu niż Pau, jest naturalnym strzelcem za trzy. To jednak zrozumiałe, biorąc pod uwagę ewolucję koszykówki - mówił Jackson.

***
Porzingisa na początku sezonu nie zjadła presja Nowego Jorku. W adaptacji pomogła już płynna znajomość angielskiego i hiszpańskiego, prawdopodobnie także bogate już doświadczenia z Hiszpanii. - Tu wszystko jest pod mikroskopem, trzeba sprawić, by skóra była twarda. Kibicom wydaje się, że znają się na koszykówce, że wiedzą, jak powinna grać drużyna. I informują o tych swoich odczuciach - mówi Patrick Ewing, który 30 lat temu przyszedł do Knicks jako nr 1 draftu.

Porzingis daje sobie z tym radę. I, co ważne, zdaje sobie sprawę ze swoich niedostatków. A wśród tych jest m.in. ważna dla wysokiego gra tyłem do kosza. - Pracuję nad tym, chcę rozgrywać więcej takich akcji - mówi. - Staram się dodawać nowe ruchy, manewry. Im bardziej komfortowo będę się czuł w takich akcjach, tym więcej zaufania i podań od moich kolegów dostanę - mówi Porzingis. - Muszę poprawić także chwyt piłki i szybciej składać się do rzutu - dodaje, wspominając minimalnie spóźniony rzut w Charlotte.

Derek Fisher uspokaja. - Nie możesz walczyć ze wszystkim w pierwszych kilkunastu meczach debiutanckiego sezonu. W tej chwili najsilniejsze strony jego gry to ofensywne zbiórki i bieganie do ataku. Myślę, że powinien się na tym koncentrować, a gra tyłem do kosza po prostu będzie się poprawiać wraz z ograniem, doświadczeniem. Nie musi w tej chwili koncentrować się właśnie na niej - uważa trener Knicks.

O Porzingisie robi się coraz głośniej i, jeśli nadal będzie miał przebłyski, a Knicks będą wygrywali i walczyli o play-off, hałasu będzie więcej.

Adam Wilczkowski

Zarejestruj się w RIVALO i zgarnij bonus 200,- PLN !

 

 
&nbps;
Partnerzy: Zakłady Sportowe